Sabina Jakubowska „Akuszerki”

Z bohaterkami „Akuszerek” spędziłam wiele dni. A potem dużo myślałam o sile kobiecego ciała i harcie ducha. Ta opowieść zaczyna się w 1885 roku, a potem z każdą stroną (a jest ich ponad 700) prowadzi czytelnika aż do lat 50. XX wieku. Poznajemy kolejne pokolenia kobiet, które wielokrotnie musiały zaczynać od nowa. Wiejskie gospodynie zakładają po kilka spódnic naraz i ruszają do codziennych obowiązków. Czasem ostatnią warstwę zarzucają na głowę niczym pelerynę. I zdecydowanie są superbohaterkami, choć same pewnie nigdy by się tak nie nazwały. Bez wielkich słów, z potrzeby serca wędrują od domu do domu, by dawać wsparcie rodzącym. Mają w sobie stanowczość dowódcy i czułość matki. Autorka książki, Sabina Jakubowska jest prawnuczką akuszerki Anny Czerneckiej, uczennicy Cesarsko-Królewskiej Szkoły Położnych działającej w XIX wieku w Krakowie. Kontynuuje rodzinne tradycje, pracując jako certyfikowana doula. Każdy poród ma swój rytm. Wyznaczają go skurcze i przerwy na oddech. Kluczowe jest wsłuchanie się w ciało. Czasem trzeba „wyłączyć” głowę, by nie przeszkadzała. Poczucie zagubienia potrafi zamienić się w doświadczenie niezwykłej siły. „Akuszerki” to hymn na cześć wiejskich kobiet, które przez lata wspomagane przez intuicję pomagały przychodzić na świat kolejnym pokoleniom. Sabina Jakubowska ocala pamięć o tych, które wiedziały, jak ważna jest obecność i wsparcie.