filmy

„Podwójny kochanek” Ozona najpierw uwodzi człowieka przez formę. Wychodzisz z kina, jeszcze nie do końca rozumiesz wszystkie wątki, ale mówisz: ” jak to było zrobione”! Na analizę przychodzi czas po seansie. Poszczególne kadry na tyle wyraźnie zapisują się na twardym dysku głowy i serca, że jest do czego wracać. Ta produkcja po prostu siedzi w widzu. Jeden film i kilka gatunków, które w zaskakujący sposób mieszają się ze sobą. Thriller, dramat, film erotyczny, horror. Do tego zabawa formą, nawiązania do wybitnych filmów ze światowego kina. Poddałam się tej opowieści m.in. dlatego, że nie pozwala na przewidzenie kolejnego kroku bohaterów. Francuski reżyser zawłaszcza uwagę, wciąga w opowieść.

Ozon postawił na aktorski duet – Marine Vacth i Jérémie Renier. 26 letnią aktorkę, związaną wcześniej ze światem mody (przypominam  jej udział w kampanii Yves Saint Laurent) część widzów pamięta z filmu „Młoda i piękna” (2013), w którym wcielała się w postać młodej prostytutki. Długowłosa piękność, którą pamiętamy z tamtej produkcji,  w „Podwójnym kochanku” ścina włosy i pokazuje urodę, która dojrzewa razem z metamorfozą bohaterki. Poznajemy ją jako zagubioną w życiu pacjentkę gabinetu psychiatrycznego. Nie znamy jej przeszłości. Patrzymy na młodą kobietę, która  jest jakby odłączona od własnego ciała. To ono zwraca na siebie uwagę powtarzającymi się bólami brzucha. Takimi,  które wydają się nie mieć konkretnej medycznej przyczyny. Lekarze sugerują problemy psychiczne. Tak Chloé trafia do gabinetu Paula – psychiatry, który musi przerwać terapię, bo zakochuje się w swojej pacjentce.

Tę postać fantastycznie tworzy belgijski aktor. Nie ukrywam, że Jérémie Renier to ten typ mężczyzny, do którego mam słabość. ( z kobiecych komentarzy po seansie wnioskuję, że nie jestem odosobniona). 36 latek o niezwykle plastycznej twarzy. Proponuję wrzucić  jego nazwisko do wyszukiwarki obrazów, aby zobaczyć, w jak różnych wcieleniach się odnajduje. Obok zdjęć „przeciętniaka w swetrze”, znajdziecie budzącą zmysły czarno-białą sesję dla Le Monde. W „Podwójnym kochanku” potrafi być uważnym, potrafiącym słuchać terapeutą, jak i agresywnym mężczyzną, który podejmuje niebezpieczną, seksualną grę. Warto przypomnieć, że Renier wystąpił u Ozona już w 1999 roku. W produkcji „Zbrodniczy kochankowie”  miał osiemnaście lat. W „Podwójnym kochanku” bywa mężczyzną niebezpiecznym i uzależniającym, władczym i pogubionym.

 


Przerwana terapia to tak naprawdę początek tej opowieści. Śledzimy historię, w której ciało pamięta coś, o czym zapomniała (lub chciała zapomnieć) głowa.  Chęć poznania czyjegoś sekretu nieoczekiwanie otwiera własną mroczną przestrzeń. Zaczyna się niebezpieczna gra bohaterki i intrygująca gra Ozona z widzem. Komplikuje motywacje, gmatwa to, co jeszcze przed chwilą wydawało się oczywiste. Rosnące napięcie rozbraja groteską i absurdem.  Podważa zaufanie do własnego odbioru świata. W „Podwójnym kochanku” bohaterowie często występują bez ubrań, ale to nagość emocjonalne jest znacznie bardziej interesująca. Są ogołoceni, kiedy ich motywacje, poczucie winy, czy  lęki zostają wystawione na światło dzienne.

Bardzo lubię jedną z pierwszych scen, która otwiera film. Rejestruje moment, kiedy zaczynamy być dla kogoś widoczni w rozmowie. Powierzchowność schodzi na drugi plan.  Zainteresowanie, czas i uwaga tworzą relację.  Zaczyna się prawdziwy czas nagości, otwarcia. Pojawiają się pytania – te które płyną z zewnątrz i te, które są ucinane na zasadzie autocenzury. Niewypowiedziane nadal siedzą w środku, czasami następuje nieoczekiwany wybuch.

Wyobraźnię Ozona uruchomił tekst amerykańskiej pisarki Joyce Carol Oates. Dla mnie to kolejny dowód na to, że wieczór z książką  to najmniejszy seans świata. Człowiek czyta, a w głowie wyświetlają mu się konkretne obrazy.  Taśma filmowa z głowy Ozona wyjątkowo mi się podoba.

PS: Są tacy, którzy napisali do mnie wprost: „nie trafia do mnie ten Ozon. Oglądałem film i zastanawiałem się, jak bardzo zryty beret ma reżyser?”  Przyznaję, że sama kilka razy wymieniałam porozumiewawcze spojrzenia z przyjaciółką, w niemy sposób pytając : „co tu się wyprawia?” i „ale o co chodzi?”, co nie zmienia faktu, że kadry wracają, a moja głowa cały czas krąży wokół tego filmu.

Jak „Podwójny kochanek” podziała na Was? Sprawdźcie w kinach!

Nowy film F. Ozona od 25 sierpnia

filmy

Po „Czerwonym żółwiu” należy się dużo przytulać. To była moja pierwsza myśl po wyjściu z seansu. Ten film obudził we mnie sporo smutku, który dobrze się koi w bezpiecznych ramionach. Po prostu – to, co piękne nie zawsze musi być wesołe. Miłość  (w  parze, czy w relacji rodzic-dziecko) to jedna z ważniejszych rzeczy, jaka może się przydarzyć. Jednocześnie razem z nią rodzi się strach. O jej trwałość, wzajemność czy wytrzymałość na zmienność losu. Świadomość ograniczonego wpływu na to, jakie scenariusze przygotowało dla nas życie budzi bezsilność. Ta może przerodzić się w powolną rezygnację lub w bardziej konstruktywną złość. Uczucie, które potrafi podnieść do działania. Zmotywować do podjęcia kolejnej próby.

Tej animowanej opowieści trzeba się poddać. Nie istnieją w niej słowa. Niesie nas muzyka i obrazy. Ci, którzy przyzwyczaili się w kinie do dużej ilości bodźców i szybkich zmian akcji, będą potrzebować trochę czasu na wyciszenie. Sama zarejestrowałam w sobie moment rozdrażnienia powolnością opowieści, co dało mi jasny sygnał, że  na co dzień za bardzo pędzę. Bez takiego wewnętrznego wyhamowania trudno będzie przeżyć ten film. A zdecydowanie warto to zrobić.

Idę o zakład, że każdy zobaczy w tej produkcji coś innego, w zależności od tego, co akurat zaprząta jego wnętrze. Kiedy przestałam popędzać w głowie obrazy, moje myśli powędrowały na  Wyspę Samotności. Podczas tej podróży czułam ból utraty i po raz kolejny zrozumiałam, że bliskość zawiera w sobie ryzyko oddalenia. Zdjęcie emocjonalnej skorupy to wystawienie się na cios, ale jednocześnie jedyna szansa na to, aby czuć.

„Czerwony żółw” w reż. Michaela Dudoka de Wita w kinach od 23 czerwca

Dziękuję Gutek Film ( w osobie Małgorzaty Kostro-Olechowskiej) za przedpremierowy pokaz.

(zakochałam się w animowanych krabach z tej produkcji, mam wrażenie, że idealnie rozbrajały momenty największego natężenia emocji)