Bez kategorii, książki

Słowem można przytulać i ona to robi. Opowiada o sobie tak, że daje siłę innym. Urszula Dudziak dzieli się swoimi doświadczeniami i pokazuje drogę od zakompleksionej, zalęknionej dziewczyny, do kobiety, które wie, czego chce i potrafi cieszyć się życiem. Zakochana, pełna energii, z ciekawością świata i swoich czytelników rusza w trasę.

Jej życie to materiał na niejedną książkę, dlatego teraz artystka „wyśpiewa jeszcze więcej” na wyjątkowych koncertach łączących muzykę z autobiograficzną opowieścią. 

Wybierzcie się po muzykę i historie, które zmotywują do zmieniania tego, co Was w życiu uwiera.  Jej książka „Wyśpiewam Wam więcej” jest jak podręcznik uruchamiania czułości wobec samego siebie. To często najtrudniejsze zadanie, ale kiedy człowiek się go podejmie, świat zaczyna się w końcu uśmiechać.

Wzruszająca część tej książki to pamiętniki, do których wraca wybitna wokalistka. To, co myślała o sobie 30-letnia Urszula Dudziak diametralnie się różni od tego, co mówi o sobie dziś. I bardzo dobrze, to dobitny przykład na to, że można urodzić się na nowo.

Artystka zdiagnozowała u siebie  coś, co nazywa nieuleczalnym umiłowaniem życia. Marzy mi się taka pozytywna epidemia. Dajcie się zarazić jej energią!

Bez kategorii, filmy

Wręczono Kryształowe Żagle – nagrody Giżyckiego Festiwalu Filmowego prezentującego najciekawsze etiudy i debiuty reżyserskie. Doceniono pierwszy pełnometrażowy film Aleksandra Pietrzaka pt. Juliusz”, a Honorowy Kryształowy Żagiel trafił w ręce Zygmunta Malanowicza. 80-letni dziś aktor w 1961 roku zadebiutował w filmie „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. Wówczas nie mógł przypuszczać, że zrealizowana na Mazurach produkcja, zostanie nominowana do Oscara.

Zygmunt Malanowicz w Kinie Nowa Fala w 2018 roku i 57 lat wcześniej na łodzi podczas realizacji filmu „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. Reżyser uparł się, żeby przefarbować go na blondyna. fot. T.Nasternak

Fotosy z „Noża w wodzie” na co dzień można podziwiać w giżyckim kinie Nowa Fala. To ono przez dwa dni od 5 do 6 października stało się centrum filmowego świata debiutantów. Widzowie mieli okazję zobaczyć najciekawsze etiudy z Warszawskiej Szkoły Filmowej, a także najlepsze trzydziestominutowe debiuty ze Studia Munka, wśród nich m.in. nagrodzone na festiwalu w Cannes „Najpiękniejsze fajerwerki ever” w reż. Aleksandry Terpińskiej i „60 kilo niczego” Piotra Domalewskiego, niekwestionowanego zwycięzcy ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni.

Pierwszy w historii Kryształowy Żagiel trafił do Aleksandra Pietrzaka, reżysera brawurowej komedii Juliusz” Aleksandra Pietrzaka. Widzowie zobaczyli też jego szkolną etiudę „Mocna kawa wcale nie jest taka zła”. Nagroda Giżyckiego Festiwalu Filmowego to wyróżnienie, które docenia tych, którzy znaleźli się na dobrej filmowej fali. 

Nasz Kryształowy Żagiel ma dodać debiutantom energii, tak by poczuli wiatr w żaglach – mówił Paweł Adamski, prezes Outdoor Cinema, organizator festiwalu. Potrzeba dużej odwagi, aby zadebiutować, dlatego taki pierwszy krok należy nagrodzić. Życzymy wszystkim, którzy będą pojawiać się na Giżyckim Festiwalu Filmowym, aby ich pierwsze filmy, tak jak Nóż w wodzie,” po latach mogły być określone mianem kultowych – podsumował.

Mazurska publiczność jako jedna z pierwszych w Polsce mogła zobaczyć międzynarodową animację „Jeszcze dzień życia” na podstawie prozy Ryszarda Kapuścińskiego. Film przyjechał do Giżycka prosto z festiwalu w San Sebastian, gdzie otrzymał nagrodę publiczności.

Reżyser Tomasz Śliwiński podczas festiwalowego rejsu po jeziorze Niegocin. fot. Tomasz Nasternak

Wyjątkowym projekcjom towarzyszyły pasjonujące rozmowy o kinie. Z widzami spotkał się Tomasz Śliwiński – reżyser nominowanego do Oscara osobistego dokumentu Nasza klątwa”. Absolwent Warszawskiej Szkoły Filmowej zdradził, że właśnie przygotowuje się do kolejnego debiutu, tym razem w roli reżysera filmu fabularnego. Najprawdopodobniej w przyszłym roku na ekranie pojawi się jego „Ondyna”.

Zygmunt Malanowicz  fot. T. Nasternak

Laureat Honorowego Kryształowego Żagla Zygmunt Malanowicz odbył sentymentalny rejs statkiem Bełdany po mazurskich jeziorach, odwiedzając plenery, które pamiętał sprzed 57 lat.

Kulminacją festiwalowych emocji było spotkanie z publicznością w kinie Nowa Fala. Aktor z ponad 50-letnim doświadczeniem w zawodzie wspominał swoje początki w świecie filmu. Dzięki jego opowieści publiczność mogła wrócić do 1961 roku, kiedy to na planie w Giżycku spotkali się dwaj debiutanci – reżyser Polański i aktor Malanowicz. W obsadzie kultowego dziś „Noża w wodzie” zagrali jeszcze doskonale znany publiczności Leon Niemczyk, a także Jolanta Umecka – amatorka, którą na basenie wypatrzył i zaprosił do filmu Roman Polański. Jak zdradził Zygmunt Malanowicz, w mazurskich jeziorach spoczywa do dziś kamera Arriflex, którą z wysokości masztu wypuścił z rąk operator Jerzy Lipman. Po latach trudno uwierzyć, w jak spartańskich warunkach kręcony był ten film. Nikt nie śnił jeszcze o latających dronach czy szeregu udogodnień technicznych, a przeważająca część akcji toczyła się na wodzie. Na czym polegała recepta na sukces twórców z lat 60.?

– Mieliśmy dwie najważniejsze rzeczy w świecie filmu: wyobraźnię i wrażliwość. To te dwa elementy w patrzeniu na świat są najważniejsze – mówił laureat Honorowego Kryształowego Żagla Zygmunt Malanowicz. Dziękując za nagrodę, aktor docenił nową inicjatywę na filmowej mapie Polski, jaką jest Giżycki Festiwal Filmowy. Bardzo dziękuję organizatorom, którzy w przygotowanie tej imprezy włożyli tyle pracy, a przede wszystkim pasji. Kino jest czymś, co jest poza jakimkolwiek programem, poza jakimkolwiek zamknięciem. Kino to wolność naszych myśli, serc, uczuć i marzeńpodsumował pierwszy laureat Honorowego Kryształowego Żagla.

 Giżycka publiczność nagrodziła go długimi oklaskami. Po spotkaniu z aktorem odbyła się projekcja etiudy „Dwaj ludzie z szafą” Romana Polańskiego, a także pokaz zrekonstruowanego cyfrowo „Noża w wodzie”.

Debiut Giżyckiego Festiwalu Filmowego za nami, zaczynają się przygotowania do drugiej edycji. Za rok oprócz projekcji i rozmów o filmach mają pojawić się m.in. tygodniowe warsztaty dla kinowych twórców. Debiutanci będą mogli stawiać swoje pierwsze kroki u boku doświadczonych aktorów, reżyserów i operatorów. A wszystko to w najpiękniejszych plenerach w Polsce, czyli w Giżycku na Mazurach!

Ekipa Giżyckiego Festiwalu Filmowego, debiut za nami, teraz cała naprzód ku nowej przygodzie!

Do zobaczenia za rok!

 

Bez kategorii, filmy

Wyjątkowo często odwiedzam w tym roku Mazury, zawsze z radością.  Nad jezioro Niegocin wracam już w ten weekend. W najbliższy piątek  5 października wystartuje tam pierwszy Giżycki Festiwal Filmowy. Na ekranie Kina Nowa Fala debiuty i etiudy uznanych reżyserów, a także tych, którzy dopiero zaczynają swoją filmową przygodę. W repertuarze m.in. nominowany do Oscara pełnometrażowy debiut Romana Polańskiego Nóż w wodzie”. Ten film będzie można zobaczyć w towarzystwie legendy polskiego kina – Zygmunta Malanowicza. Z dziką przyjemnością porozmawiam z aktorem w sobotę o godz. 20:30. 

GFF

 Kraina Wielkich Jezior Mazurskich przez dwa dni od 5-6 października będzie zachwycać nie tylko pięknym krajobrazem. Nieprzypadkowo to Giżycko stało się stolicą nowej inicjatywy na filmowej mapie Polski. To tutaj powstał kultowy „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego, a w pobliskich Wilkasach Krzysztof Kieślowski zdobył uprawnienia żeglarskie. Aby móc wypłynąć na szerokie filmowe wody, trzeba uruchomić odwagę i zadebiutować. Kino Nowa Fala stanie się miejscem oglądania najciekawszych etiud i debiutów filmowych, a także przestrzenią dla interesujących rozmów o kinie.

Gośćmi pierwszej edycji Giżyckiego Festiwalu Filmowego będą:

Tomasz Śliwiński – reżyser i operator nominowanego do Oscara osobistego dokumentu „Nasza klątwa”;

Aleksander Pietrzak – reżyser najgłośniejszego debiutu tego roku, filmu „Juliusz” z Wojciechem Mecwaldowskim w roli głównej;

Zygmunt Malanowicz – odtwórca jednej z głównych ról w filmie „Nóż w wodzie”. Przy okazji tej produkcji uruchomimy filmowy wehikuł czasu i zobaczymy, jak w 1961 roku wyglądało spotkanie 28-letniego reżysera Polańskiego z 23-letnim aktorem Zygmuntem Malanowiczem.

W pierwszy weekend października Kryształowe Żagle – nagrody festiwalu trafią do najciekawszych twórców, których filmy zaprezentujemy w Giżycku. To wyróżnienie z pewnością pozwoli poczuć wiatr w żaglach i znaleźć się na dobrej, filmowej fali.

Partnerem pierwszej edycji festiwalu jest Warszawska Szkoła Filmowa, dzięki temu będzie można zobaczyć najlepsze etiudy, jakie powstały w tej uczelni. Równie ciekawie zapowiada się przegląd zatytułowany: „Najlepsze polskie 30’” ze Studia Munka. Widzowie zobaczą m.in. nagrodzone w Cannes „Najpiękniejsze fajerwerki ever” w reżyserii Aleksandry Terpińskiej, a także „60 kilo niczego” Piotra Domalewskiego, reżysera, który był niekwestionowanym zwycięzcą ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Gdyni. W Giżycku będzie można także zobaczyć, jakie filmy na początku swojej drogi tworzyła Dorota Kobiela, autorka jednej z najgłośniejszych animacji ostatnich lat, filmu Twój Vincent”. Na Mazurach pokażemy jej fabularną etiudę „Serce na dłoni”.

W programie festiwalu znalazły się zarówno filmy dokumentalne, fabuły, jak i animacje. W tej ostatniej kategorii na szczególną uwagę zasługuje „Jeszcze dzień życia” – spektakularny debiut na podstawie reportażu Ryszarda Kapuścińskiego. Za tę produkcję odpowiada międzynarodowy duet – Damian Nenow i Raul de la Fuente. 

Zapraszam na spotkanie z Zygmuntem Malanowiczem, a także na rozmowy prowadzone przez Ajkę Tarasow i Magdalenę Felis. Za zaproszenie do udziału w festiwalu dziękuję Pawłowi Adamskiemu i Adrianowi Jagielińskiemu z Outdoor Cinema.

Kino to połączona energia twórców i widzów, mam nadzieję, że Was nie zabraknie. Zacumujcie na Mazurach i zanurzcie się w filmowych opowieściach. Do zobaczenia!

Swój udział już dziś możecie zameldować na facebooku:

https://www.facebook.com/events/400631530468278/

 

 

 

Bez kategorii

To jest ten moment, kiedy mogę Państwu przedstawić moje nowe „dziecko” i zaprosić do cieszenia się tym, jak będzie się rozwijać. Powiem więcej – Wasza obecność będzie niezbędna do tego, by rosło.  O co chodzi? O „Rozmawiam, bo lubię”.

To cykl spotkań, które pokazują, że nie wymyślono nic ciekawszego od spokojnej rozmowy. Takiej, w której jest miejsce na autentyczną ciekawość, wymianę emocji i wrażeń. Bez fajerwerków i przerostu formy nad treścią. Spotykamy się, aby pobyć ze sobą, bez pośpiechu, z uwagą i wzajemną ciekawością. Te rozmowy to jak uchylenie drzwi do cudzej codzienności.

Chcę pokazać ludzi, którzy od lat konsekwentnie idą swoją drogą, a to, co robią, jest dla nich źródłem nieustającej radości. Cechy wspólne bohaterów cyklu to: pasja i wierność sobie. To także wiara w to, że każdy ma swój talent,  a siła polega na współdziałaniu, a nie „graniu na siebie”.

Zaczynamy od spotkania z ANDRZEJEM PĄGOWSKIM

W minionym roku obchodził 40 lecie pracy artystycznej.  Współpracował m.in. z Agnieszką Holland, Andrzejem Wajdą i Krzysztofem Kieślowskim. To jeden z jego plakatów („Po godzinach”)  Robert De Niro zawiózł swojemu przyjacielowi Martinowi Scorsese. Prace artysty znajdują się w m.in. w  Museum of Modern Art w Nowym Jorku czy Centrum Pompidou w Paryżu.

Spotykamy się, aby porozmawiać o sztuce, a także o niesłabnącym apetycie na życie. 

Dzięki Warszawskiej Szkole Filmowej i Liceum Filmowemu zapraszam

28 lutego do warszawskiego Kina Elektronik. Startujemy o godz. 18.

Wstęp jest bezpłatny.

Przyjdź, posłuchaj i poczuj, jaką przygodą może być drugi człowiek!

***

Moją nieocenioną akuszerką przy narodzinach cyklu w Kinie Elektronik była Dorota Bąk-Hardami z Warszawskiej Szkoły Filmowej.  Kiedyś słuchała mnie w radiu, potem zaprosiła z jednorazowym wykładem do swojej klasy w Liceum Filmowym, gdzie miałam okazję opowiadać o książkach, które uruchamiają wyobraźnię. Teraz zadbała o materialną przestrzeń, w której można się spotkać i zrobić to, co najbardziej lubię, czyli porozmawiać. DZIĘKUJĘ!

 

Bez kategorii

Film, podróż, rozmowa – to  fundamenty Objazdowego Kina Visa. W minionym roku przejechało 25 tys. kilometrów, aby dotrzeć z premierowymi produkcjami do 70 tys. widzów. Tegoroczna edycja ma równie ambitne plany.  Cieszę się, że stałam się częścią tego przedsięwzięcia. W minionym tygodniu miałam przyjemność otworzyć cykl rozmów, jakie odbywają się po wybranych seansach. Drugą odsłonę filmowych spotkań otworzyli ALEKSANDRA PISULA – aktorka i współscenarzystka „Ataku paniki” oraz reżyser i współtwórca scenariusza tego filmu – PAWEŁ MAŚLONA .  Ta produkcja to jego debiut pełnometrażowy. Czarną komedię, w której bohaterowie  w tragikomiczny sposób próbują radzić sobie z codziennością, zobaczyło już ponad 150 tysięcy widzów.

Spotkanie w Miejskim Domu Kultury w Szczytnie pokazało, że droga filmowa często zaczyna się w małej miejscowości od pasji, którą później konsekwentnie się rozwija. Paweł Maślona wspominał:

Startowałem w Klubie Filmowym „Groteska”, który istniał przy Domu Kultury w  moim rodzinnym Kędzierzynie – Koźlu. Tam robiłem swoje pierwsze licealne filmy. Miałem specjalny zeszyt z napisem: „reżyser”.  Wklejałem do niego zdjęcia z gazet, pisałem recenzje filmów, felietony o kinie. To był mój prywatny magazyn filmowy.

Wówczas nie mógł jeszcze przypuszczać, że za swój fabularny debiut otrzyma nominację do Paszportów Polityki –nagrody, która docenia najciekawszych artystów w Polsce. Nie przewidział też, że jego nazwisko znajdzie się w tytule książki, która przedstawia sylwetki wybitnych polskich reżyserów. Mowa o tekście „Od Munka do Maślony“ znanej krytyczki filmowej Barbary Hollender. Twórca mimo młodego wieku (6 lutego skończy 35 lat) zaskakuje reżyserką dojrzałością.  Jak mówi  – kręci filmy po to, aby ci, którzy je oglądają, poczuli się mniej samotni.

Dom kultury był istotnym miejscem również dla Aleksandry Pisuli. Absolwentka PWST w Krakowie,  znana widzom m.in. z serialu „Wojenne dziewczyny” opowiadała:

Wychowywałam się w grupie teatralnej od 11 roku życia, jeździłam w różne miejsca  np. z mikołajkowymi występami. Nie zdziwiłabym, gdybym już tu kiedyś była, np. jako Królowa Śniegu – śmiała się aktorka. Ta sala wydaje mi się znajoma.

Widzowie w Szczytnie oprócz projekcji „Ataku paniki”zobaczyli fotosy z planu, pokazujące, jak powstaje filmowa produkcja. Na ekranie pojawił się m.in. Nicolas Bro – duński aktor, który sprawił, że obsada debiutu Maślony stała się międzynarodowa. Ciekawa była historia tego, jak pojawił się na planie:

Nicolasa znałam z „Jabłek Adama, „Nimfomanki. Oglądałam go z zapartym tchem w serialu „Most nad Sundem”– opowiadała Ola Pisula.  Kiedy rozmawialiśmy z reżyserem o różnych postaciach, wysyłaliśmy sobie ich fizyczne referencje. Paweł zapisał w scenariuszu, że ma to być człowiek, na którego widok nie jesteś w stanie się nie uśmiechnąć.  Kiedy przeczytałam ten opis, pomyślałam: ja znam takiego człowieka! On się na pewno nie zgodzi, ale wyślę Pawłowi chociaż jego zdjęcie, może znajdziemy podobnego aktora w Polsce. Bartek z Jankiem Kwiecińskim (producentem) napisali do niego, a  agentka aktora bardzo szybko odpisała, że jest zainteresowany.

 Okazało się, że czasami to, co wydaje się mało realne, staje się prostsze niż przypuszczaliśmy. Tak się dzieje, kiedy ludzie czują dobrą energię i mają przekonanie , że uczestniczą w czymś, co jest dla kogoś ważne spuentował historię Paweł Maślona. Mieliśmy dużo szczęścia z obsadą, nikt nam nie odmówił.

A „Ataku paniki” oglądamy m.in.: Dorota Segdę , Artura Żmijewskiego, Magdalenę Popławska i Grzegorza Damięckiego.

Podczas spotkania w Szczytnie pojawił się wątek codzienności aktora i reżysera. Ich „ataków paniki”. Ola szczerze opowiadała:

Wszyscy aktorzy są pełni strachu, że nie będzie następnej roli. To jest czekanie, aż ktoś cię zaprosi, aż ktoś  cię pokocha.  Wieczne chodzenie na castingi, gdzie się nie podobasz. Słyszysz, że powinnaś być blondynką, mieć niebieskie oczy, lepiej wyglądać. Na początku ta droga jest nieznośna, ale kiedy wchodzisz  już w projekt, z którym się utożsamiasz i możesz eksplorować ten świat, aktorstwo  staje się jednym z najpiękniejszych zawodów.

 – Plan jest najciekawszym miejscem pracy nad filmem – dodał Paweł.  Pisanie scenariusza  jest frustrujące  i męczące, mocno samotnicze, a plan to zabawa. Najwięcej nerwów, największa adrenalina, ale też największa satysfakcja z wykonanej  pracy.

 Goście Objazdowego Kina Visa żegnając się z widzami, podzielili się filmowymi marzeniami. Poproszeni o niestawianie granic swojej wyobraźni powiedzieli:

 Chciałabym zagrać z Leonardo di Caprio, marzę też o pojawieniu się na planie u Paula Thomasa Andersona, uwielbiam tego reżysera – mówiła Ola.  U niego mogłabym zagrać nawet drzewo – żartowała.

 Chciałbym – i to byłoby dla mnie bardzo wzruszające – zrobić film z Januszem Gajosem – zdradził  Paweł Maślona. Chętnie wróciłbym też do współpracy z Łukaszem Simlatem. (panowie pracowali razem przy filmie „Magma”).

 W lutym reżyser zabiera się do pisania adaptacji książki „Lubiewo” Michała Witkowskiego. Będzie też rozwijał serial dla HBO. Aleksandra  Pisula w marcu pojawi się w drugim sezonie „Wojennych dziewczyn”. Pracuje też  nad Teatrem Telewizji w reżyserii  Tomasza Jurkiewicza.

***

To tylko fragmenty spotkania w Szczytnie, jeśli chcecie posłuchać całej rozmowy, zapraszam tutaj:

 

Jak widać na załączonym obrazku, rozmowa sprawia mi autentyczną frajdę, mam nadzieję, że radość udzieli się słuchającym 🙂