Bez kategorii, filmy, książki, Ludzie

Fragmenty „Wyrwy” Wojciecha Chmielarza. Premiera już 6 maja!

Jestem przekonana, że na podstawie „Wyrwy” powstanie film lub serial. Producenci powinni przygotować się na twarde negocjacje finansowe, bo obstawiam kolejkę chętnych do kupna praw do ekranizacji. Jak celnie napisała Paulina Wilk – „Wojciech Chmielarz tropi śmierć, ale odsłania życie, które zmienia nas w ludzi, jakimi nie planowaliśmy być”.

Czasem mam wrażenie, że fragmenty czytanych po sobie książek rozmawiają ze sobą. Do klimatu powieści Wojtka psują mi też słowa Jima Morrisona znalezione w debiucie Oyinkan Braithwait „Moja siostra morduje seryjnie” – „Najbardziej kochający rodzice i krewni popełniają morderstwa z uśmiechem na twarzy. Zmuszają nas do unicestwienia osoby, którą jesteśmy naprawdę…najsubtelniejszy rodzaj zabójstwa”. Po głowie chodzi mi jeszcze myśl – a może robimy to sami sobie?

W „Wyrwie” spotkacie ludzi, którzy tak bardzo chcieli być dorośli, że zapomnieli o tym, czego pragnęli. Całe pokolenie, które „żyje w przekonaniu, że bycie nieszczęśliwym to ich obowiązek”. O nowej książce Wojtka, a także słuchowisku „Wyrwa. Historia Ułana” zrealizowanym przez Empik Go porozmawiamy we wtorek 5 maja o godz. 18. Zapraszam na facebookowy profil Empik.com

Wojciech Chmielarz

Premiera książki 6 maja, ale już dziś dzięki Wydawnictwu Marginesy (szeroki uśmiech w stronę Magdy Śniecińskiej ) możecie przeczytać fragmenty nowej powieści Wojciecha Chmielarza.

„WYRWA”

Nie ma nic gorszego niż ten moment, kiedy mówisz własnym dzieciom, że ich matka nie żyje. Patrzyłem na twarze swoich córek, widziałem na nich najpierw niedowierzanie, potem ból, gniew, a wreszcie czystą rozpacz. Czułem się tak, jakby te wszystkie uczucia ze stokrotną mocą spadały na mnie i rozrywały moje ciało na strzępy. I przyjmowałem je chętnie, bo miałem nadzieję, że jeśli wchłonę ich wystarczająco dużo, oszczędzę tego bólu własnym dzieciom. Pewnie zabrzmi to paradoksalnie, ale wolałbym umrzeć niż skazywać je na to, żeby przechodziły to jeszcze raz. 

Wieczorem teść wrócił do domu. Teściowa została. Uznała, że przyda mi się pomoc, i szczerze mówiąc, miała rację. Pomogła mi przygotować kolację, ogarnąć dzieci i położyć je do łóżek. Patrząc na to, byłem zdumiony, jak szybko po wybuchu smutku i rozpaczy rzeczy wracają do normalności. 

Teściowa wzięła kilka koców i położyła się w salonie. Dziewczynki spały u siebie w pokoju, ja w sypialni, w pościeli wciąż pachnącej Janiną. Zapadałem w krótkie, płytkie drzemki, żeby obudzić się i potem leżeć długo w ciemności z szeroko otwartymi oczami. Przerażała mnie najbliższa przyszłość. Nie sprowadzenie ciała, nie sam pogrzeb, nie stypa, ale to, co nastąpi potem. To, że będę musiał wyjąć z szafy wszystkie jej ubrania, poukładać w schludne kupki i zawieźć do jakiejś organizacji charytatywnej. Zebrać jej rzeczy, papiery, notatki. Zastanowić się, co zostawić na pamiątkę, nawet nie dla mnie, tylko dla dziewczynek, bo nie chciałem całkowicie usuwać jej z naszego życia. Całe mieszkanie urządzała Janina – wybierała meble, kolor ścian, podłogę. Już dzień po jej śmierci wiedziałem, że na cokolwiek spojrzę, wszystko będzie ją przypominać. I ten proces selekcji, oddzielania rzeczy, które powinny zniknąć, bo już nikt nigdy nie będzie ich używał, od rzeczy, które powinienem zostawić, bo Janina zasługiwała na to, żebyśmy ją pamiętali, przerażał mnie najbardziej. 

Chyba zasnąłem, tym razem na trochę dłużej. Obudziłem się dość nieprzytomny. Z trudem zwlokłem się z łóżka i dopiero w połowie drogi do pokoju córek dotarło do mnie, że Iwonka płacze i raz za razem powtarza między oddechami: „Mamo, mamo, mamusiu”. Pobiegłem do niej, zacząłem uspokajać. Przytuliłem, głaskałem po włosach, plecach, mówiłem: „Już cichutko, już śpij, kochanie, śpij”, i nawet zacząłem nucić kołysankę, jednak nic nie pomagało. Płacz narastał, a ja nie potrafiłem jej uspokoić. 

– Odsuń się – powiedziała teściowa. 

Dziewczynki spały na łóżku piętrowym. Iwonka na dole, więc wstając, uderzyłem się jeszcze w głowę. Teściowa położyła się obok mojej córki, pocałowała ją w czubek głowy i mała odwróciła się, wtulając się w jej piersi. Po chwili rozpaczliwy, głośny płacz zmienił się w cichutki szloch. 

Poczułem się absolutnie bezsilny. A potem pomyślałem, że nie dam sobie rady, kiedy zostanę z dziewczynkami sam. 

Poszedłem do kuchni po szklankę wody. Usiadłem przy stole, oparłem łokieć o blat i zwiesiłem głowę. Wkrótce nawet szloch ucichł, a w mieszkaniu zapadła cisza. 

– Śpi – rzuciła teściowa. 

– Dziękuję. 

Ona również podeszła do zlewu i nalała sobie wody, po czym opadła na krzesło po drugiej stronie stołu. 

– Uważała, że jesteś dobrym człowiekiem – odezwała się po chwili. 

Z trudem podniosłem głowę. Otarłem łzę z policzka. Nie wiedziałem, skąd się tam wzięła. Pomyślałem, że to żenujące, że tak dużo płaczę. 

– Słucham? 

– Uważała, że jesteś dobrym człowiekiem – powtórzyła. – Dlatego się z tobą związała. 

– Aha…
– Nie rozumiesz?
– Chyba nie.
– Nie miała szczęścia do chłopaków. Pierwszy ją zostawił, bardzo szybko, a ona mocno to przeżyła. Taka szczenięca miłość. On pewnie jeszcze do niej nie dojrzał. W tym wieku koledzy są ważniejsi od dziewczyn. Ją to jednak bolało. Z kolejnym chodziła chyba rok, góra dwa. Potem dowiedziałam się, że handlował narkotykami. Nic poważnego, trawka, może amfetamina. Wylądował w sądzie i dostał wyrok w zawiasach. Później miał jeszcze jakieś kłopoty i wreszcie wyjechał z miasta. Odetchnęłam z ulgą, bo głupi był jak but. Po nim było jeszcze paru, ale najgorszy okazał się ten ostatni, przed tobą… Konrad. 

– Pamiętam. Nie zabrał jej na festiwal czy coś takiego. – To ci powiedziała?
– Tak. Dlatego z nim zerwała.
Zaśmiała się cicho. 

– Nie o to chodziło – odparła.
– To o co?
Potrzebowała chwili, żeby zebrać się w sobie. Wyjawianie sekretów córki, nawet po jej śmierci, było dla niej trudne. Zdradzała zaufanie kogoś, kto nie mógł się już obronić i, co może ważniejsze, nie mógł już jej za to ukarać. 

– Coś jej zrobił – zaczęła. – Nie pytaj mnie co, bo nie wiem dokładnie. Coś jednak zrobił. Matki wiedzą takie rzeczy. Coś złego. Ścisnęło mnie w żołądku. Jak przez mgłę przypomniałem sobie twarz Konrada z tamtego wieczoru z Parku, kiedy z takim zadowoleniem, z taką satysfakcją obejmował Janinę. Czy dostrzegłem wtedy coś, co powinno mnie zaniepokoić? Drapieżny błysk w jego oku? Siniaki na jej ramionach? Nie, uznałem. W moich wspomnieniach oboje wyglądali na szczęśliwych. Przynajmniej wtedy. 

– Wybrała cię, bo wiedziała, że jesteś dobrym człowiekiem. Że jej nie skrzywdzisz. 

– Dlaczego mi o tym mówisz?
– Żebyś wiedział.
Dopiła swoją wodę. Wstała, podeszła do mnie, położyła mi swoją dłoń na ramieniu i lekko ścisnęła.
– Myślę, że ona chciałaby, byś o tym wiedział.
– Tak.
– Maciek, byliście małżeństwem przez dwanaście lat. Macie dwoje dzieci. Wiem, jak to jest, kiedy jest się razem tak długo. Ludzie się kłócą, obwiniają się o różne rzeczy. Mówią coś, czego potem żałują. A w waszym przypadku… 

Zachwiała się. Oparła o blat. Poderwałem się w górę, by jej pomóc, ale dała mi ręką znać, że wszystko w porządku. Odetchnęła głęboko. 

– Nie mieliście szansy tego wszystkiego wyprostować. Dlatego chciałam ci to powiedzieć. Cokolwiek pomiędzy wami zostało nierozwiązane, za cokolwiek nie zdążyłeś jej przeprosić, ona uważała, że jesteś dobrym człowiekiem. Kochała cię. 

Pocałowała mnie w czubek głowy, tak jak wcześniej zrobiła to z Iwonką. 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.